BLOG   O NAS   CENNIK    
   
CPI, ISM, PPI, GDP - kliknij tu i poznaj znaczenie oraz sposób tworzenia wskaźników makroekonomicznych mających wpływ na rynki finansowe.  
GIEŁDA
SZKOLENIA
ARTYKUŁY
EDUKACJA
NARZĘDZIA
PO SESJI
FORUM

NOTOWANIA GIEŁDOWE

LOGOWANIE

Zaloguj się w celu uzyskania obszerniejszych informacji:

Login:

Hasło:

zapamiętaj mnie

Rejestracja nowego użytkownika

Zapomniałem loginu lub hasła

BIULETYN

Najnowsze informacje i artykuły w Twojej skrzynce.

Twój E-Mail:

SONDA

Czy chciałbyś otrzymywać sygnały systemu SMSem?
  Tak
  Nie
   

Zobacz zakończone sondy
 
stopa zwrotu giełda inwestowanieLusterko prawdę Ci powie

„Wyciągnęli na końcówce”, „zdołowali kurs”, „Ameryka na zielono, a oni trzymają na minusach” to zaledwie kilka usłyszanych zdań, ale wystarczy poszukać na giełdowych forach i porozmawiać z graczami z POKów, żeby przekonać się, że rynkiem rządzi dziwna, bezosobowa i wroga wobec inwestorów siła. „Oni” ustawiają zlecenia w arkuszu, czyszczą stoplossy i są powodem wszystkich strat, gracz nigdy nie jest winien swojej porażki. Przenigdy!

Rynek jest zmienny. Czasem rośnie, czasem spada, czasem wszystko dzieje się szybko i dynamicznie, a czasem ciągnie bez końca. Dokonując transakcji na jakimkolwiek instrumencie finansowym „podpisujemy” tym samym akceptację wszystkich reguł rządzących giełdą. Nawet gdybyśmy bardzo chcieli, nie możemy pominąć żadnej z nich i to niezależnie od tego czy jesteśmy jej świadomi czy nie.

Gdy trwa hossa i ceny większości akcji rosną, pieniądze zarabia się łatwo i prawie bezboleśnie. Przeciętny gracz jest wesoły, a jego portfel z kolejną sesją coraz bardziej tłusty. Wtedy każdy jest rynkowym guru i czuje potęgę swoich sprytnych posunięć. Dobry i łaskawy rynek ma w takich czasach uśmiechniętą twarz aktora z reklamy Arki.

Nawet w czasie hossy są jednak spółki, które jak łyżka dziegciu psują inwestorom tak pracowicie zbierany miód. Posiadacze spadających walorów są smutni i szukają odpowiedzialnych za swoje nieszczęście. A to zarządzający funduszami wywalają papiery, a to jakiś sławny inwestor zamiast zwiększać, to zmniejsza zaangażowanie, a to jacyś oni dołują kurs, żeby nabrać papierów po niższych cenach – całe szczęście na forum można na nich ponarzekać i jednocześnie stworzyć grupę wsparcia w oczekiwaniu na lepsze czasy. Gdy jednak pojawi się ktoś otwarcie mówiący o sprzedaży waloru lub przedstawiający swoje niekorzystne dla akcjonariuszy wizje, to jest oczywiście „naganiaczem na spadki” i wrogiem publicznym numer jeden. Rynek nie obiecuje wzrostów, a tak wielu graczy zachowuje się jakby to była reguła. Dużo łatwiej jest znaleźć odpowiedzialnego za zniżkującą cenę akcji niż zacisnąć zęby i zamknąć pozycję ze stratą. Rynek nie dba o nasze pieniądze.

 

Szukanie winnych za spadki jest rzeczą bardzo częstą, ale są też odpowiedzialni za wzrosty. Zazwyczaj są to tzw. „grubasy”. Gdy w arkuszu widać zlecenia o dużej wartości (dużej to niestety subiektywne odczucie obserwującego) na forach aż wrze. „Ktoś gruby wchodzi”, „grubasy zbierają z rynku” - takie zbieranie akcji przez „grubasów” jest w przekonaniu wielu gwarancją na wzrosty. Jak dziś pamiętam dzień gdy do obrotu na rynku dopuszczone zostały akcje wierzycielskie Mostostalu Zabrze. Obroty były wyjątkowo duże i mimo drastycznie zwiększającej się ilości akcji na rynku, fora tętniły optymizmem. „Skoro ktoś bierze takie ilości po tej cenie, to chyba nie po to żeby tracić” - . Nie warto się zastanawiać nad tym po co ktoś inny kupuje akcje, ważne żeby wiedzieć w jakim celu my to robimy. Niezależnie od tego ile inni gracze mają pieniędzy, to mogą się mylić. Znam wielu „grubych” inwestorów, których od giełdowych „leszczy” różni tylko zasobność portfela.

 

 Krzyk na forach: "GRUBAS ŁYKA PKCETAMI"

 

Na spadkowym rynku rządzonym przez podaż gorycz inwestorów jest ogromna. Straty zwiększają się w mgnieniu oka i strategia na przetrzymanie nie działa już tak jak na hossie. Poszukiwania winnych trwają więc w najlepsze. Oczywiście pierwszą zbiorową odpowiedzialność przejmują „panikarze”. Panikarze to bardzo pogardliwe określenie na ludzi sprzedających akcje (tak jakby to było coś złego). Przeciętny panikarz jest wrogiem „rasowego inwestora” dlatego, że napędza spadki. Rozumowanie jest proste: panikarz zamiast trzymać papiery i czekać aż urosną, poddaje się trendowi i zasila szeregi podaży. Im więcej panikarzy, tym większe spadki. Najgorsi są panikarze z TFI, oni umarzając swoje jednostki uczestnictwa przyczyniają się do sprzedaży akcji przez fundusze inwestycyjne. A przecież siła z jaką fundusze potrafią walić w lewą stronę arkusza jest zatrważająca.
Panikarze mają też taką cechę, że reagują na wydarzenia z innych giełd. Spadające indeksy w Nowym Jorku powodują często zwiększoną podaż na rodzimym parkiecie. Rasowy inwestor pyta wtedy: „Gdzie jest kryzys, u nas czy w USA?” nie zważając na trend bo trend, co oczywiste, ma dla „rasowego inwestora” znaczenie drugorzędne.

Dostaje się też różnym mniej i bardziej znaczącym personom. Winnymi strat przeciętnego inwestora są (w kolejności alfabetycznej):
Ben Bernanke – spada bo jest szefem FED;
George Bush – spada bo ogłosił plan walki z kryzysem;
Alan Greenspan – spada bo straszył recesją w USA;
Jarosław Kaczyński – spada bo przegrał wybory;
Jarosław Kaczyński – spada bo kiedyś wygrał wybory;
Donald Tusk – spada bo wygrał wybory.

Inwestor szukający winnych raczej nie dopisze swojego imienia do listy, przecież topniejący portfel to proces nie do zahamowania. Trzeba pamiętać, że dla takiego inwestora sprzedaż akcji ze stratą, (a nie daj Bóg) stosowanie sztywnych reguł zarządzania kapitałem i zleceń stop nie wchodzi w grę.

Na rynku kontraktów terminowych jest jeszcze gorzej. Tam cały świat jest sprzysiężony przeciwko tracącemu inwestorowi.
Arbitrażyści i koszykarze to przeklęta grupa sterująca rynkiem tak, że nie da się go przewidzieć. Pojawiające się strzały unoszące lub zrzucające kontrakt o kilkadziesiąt punków są przejawem zdecydowanej wrogości wobec inwestora. Najistotniejsze jest to, że gracz zaczyna krzyczeć i pokazywać jak bardzo go boli wtedy, gdy był po niewłaściwej stronie rynku. Nawet najszybsza zmiana ceny kontraktu jest do przyjęcia gdy nabija kieszeń, w odwrotnym przypadku jest oczywistą manipulacją arbitrażystów/szwagrów/onych/koszykarzy (niepotrzebne skreślić).

 

Tak się składa, że jedyną osobą, która może cokolwiek poradzić na niekontrolowane straty jest sam inwestor. Zamiast stworzyć plan na wypadek, gdyby rynek chciał się zachować inaczej niż byśmy sobie życzyli, stratna pozycja jest przetrzymywana siejąc spustoszenie w portfelu. Odwracanie oczu od problemu to ludzka cecha, która nie sprzyja skutecznemu inwestowaniu. Niekontrolowana strata jest najczęstszym powodem wypadnięcia z rynku na dobre i znalezienie zbiorowego czy pojedynczego „odpowiedzialnego” za stratę nie zwróci pieniędzy i zszarganych nerwów. Jest jednak pocieszenie. W zdecydowanej większości przypadków można znaleźć osobę odpowiedzialną za niekontrolowane straty! Wystarczy podejść do lustra, a na pewno się tam pojawi.

DJ




Oceń artykuł:     Średnia ocena:


  Wersja do druku Wyślij stronę znajomemu



Komentarze:

 2009-01-26 11:12:12
moj komentarz KLIK  
axeld



Aby skomentować artykuł musisz być zalogowany.





 

© 2006-2010 stopazwrotu.pl

Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu.